Zostało mi jeszcze parę skrawków z niedawno zrobionego wieszaka i postanowiłam je wykorzystać. Po domu walają mi się częściowo pomalowane butelki i ta miała bardzo fajne turkusowe zacieki, powstałe przypadkiem od nadmiaru opóźniacza. Pasowały mi idealnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą butelka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą butelka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 lipca 2013
czwartek, 20 czerwca 2013
Tutorial - słoiczek w róże!
Witajcie!
Oto obiecany tutorial, myślałam, że wrzucę go wcześniej, ale miałam natłok roboty i jeszcze rozwożenie zaproszeń... doby brakuje ;)
No to zaczynamy!
Potrzebne materiały:
1. Słoik
Słoik taki jak ja użyłam znajdziecie w sklepach spożywczych i marketach na dziale z marynowanymi warzywami. Do wyboru do koloru ;) Naturalnie zawartość trzeba zjeść, słoik umyć i usunąć etykiety. Jeśli macie problem z uporczywym klejem spod etykiety to polecam potraktować to miejsce olejem - bardzo dobrze rozpuszcza klej.
2. Gruntujemy
Ja używam gruntu firmy Renesans. Kupiłam go w krakowskim plastyku w cenie 12,50 zł za 500 ml (występuje też w opakowaniach 125 i 1200 ml). Grunt jest biały jednak nie jest to czysta biel i jest dość gęsty. Jeżeli chcielibyście dać inny kolor tła to spokojnie można go mieszać z farbami akrylowymi.
Do gruntowania używam popularnych pędzli gąbkowych, ale jak wiadomo kuchenny zmywak tez się nada. Żywotność tych pędzli chyba nie jest zbyt duża, ja o swój poprzedni dbałam a i tak gąbka mi stwardniała i zaczęła się kruszyć.
Bierzemy się za tapowanie, maluje tylko płaskie brzegi słoika i całą zakrętkę. Grunt schnie szybko, 30 minut lub krócej (ale po zmieszaniu z akrylami czas się już wydłuża). Na słoik przynajmniej 2 warstwy a na zakrętkę 3, bo jednak czerń ze spodu przebija.
3. Serwetka
Wybrane elementy z grubsza i oddzielamy tylko wierzchnią warstwę.
Ja wydzieram serwetki na wodę, jest to metoda czaso- i pracochłonna jednak wg mnie bardzo warta zachodu. Do tego celu używam malutkiego syntetycznego pędzelka, który dostałam gratis przy jakichś zakupach w plastyku.
Pędzelek moczymy w wodzie i malujemy obrys motywu po czym delikatnie obrywamy, im lepiej tło pracy dopasowane jest do tła serwetki tym mnie dokładnie możemy to robić, bo zwyczajnie nie będzie widać ;)
4. Klejenie
Do klejenia potrzebny jest porządny syntetyczny pędzel, ja mam 16 i to jest minimum, większy byłby jeszcze lepszy. Niestety im większy pędzel tym droższy, powyżej 20 widywałam w plastyku w cenach w okolicy 20-25 zł. Jak macie namiary na porządne i tanie pędzle to dajcie znać!
Ja kleje na Modge Podge, został mi on polecony dla początkujących. Ma fajną konsystencję, jeszcze mi się nie zdarzyło żeby rozmymłał mi serwetkę, schnie dość szybko. Za opakowanie 250 ml dałam 22 zł.
Kleimy dociskając mocno pędzel zawsze od środka do zewnątrz. Trzeba to robić dość szybko. Ja za pierwszym razem robiłam to na bezdechu, tak się wczułam :D Jak widać na zdjęciach grunt po tapowaniu zostawia wyraźną strukturę. Ja uznałam to za zaletę i nic z tym nie robiłam, efekt zmniejsza się po lakierowaniu.
Żeby lakierowanie szło szybciej można użyć większego pędzla, ten co ja mam jest o tyle nie fajny, że włosie jest dość długie i chyba jest trochę za miękki - do klejenia na pewno się nie nada. Lakierujemy raz, dwa razy, albo i więcej - jak uważacie. Im więcej lakierowania tym gładsza będzie praca i znikną chropowatości gruntu. Ja używam Vidaronu ze sklepu budowlanego, na pierwszym zdjęciu widać go w słoiku po kiełbasie ;)
Do wykończenia dzieła użyłam najzwyklejszy sznurek jaki znalazłam w domu, wiąże nim też serwetki na przetworach czy nogi przy pieczeniu kurczaka ;)
A tak prezentuje się gotowe dzieło, razem z nim buteleczka po syropie klonowym do kompletu :)
Oto obiecany tutorial, myślałam, że wrzucę go wcześniej, ale miałam natłok roboty i jeszcze rozwożenie zaproszeń... doby brakuje ;)
No to zaczynamy!
Potrzebne materiały:
1. Słoik
Słoik taki jak ja użyłam znajdziecie w sklepach spożywczych i marketach na dziale z marynowanymi warzywami. Do wyboru do koloru ;) Naturalnie zawartość trzeba zjeść, słoik umyć i usunąć etykiety. Jeśli macie problem z uporczywym klejem spod etykiety to polecam potraktować to miejsce olejem - bardzo dobrze rozpuszcza klej.
2. Gruntujemy
Ja używam gruntu firmy Renesans. Kupiłam go w krakowskim plastyku w cenie 12,50 zł za 500 ml (występuje też w opakowaniach 125 i 1200 ml). Grunt jest biały jednak nie jest to czysta biel i jest dość gęsty. Jeżeli chcielibyście dać inny kolor tła to spokojnie można go mieszać z farbami akrylowymi.
Do gruntowania używam popularnych pędzli gąbkowych, ale jak wiadomo kuchenny zmywak tez się nada. Żywotność tych pędzli chyba nie jest zbyt duża, ja o swój poprzedni dbałam a i tak gąbka mi stwardniała i zaczęła się kruszyć.
Bierzemy się za tapowanie, maluje tylko płaskie brzegi słoika i całą zakrętkę. Grunt schnie szybko, 30 minut lub krócej (ale po zmieszaniu z akrylami czas się już wydłuża). Na słoik przynajmniej 2 warstwy a na zakrętkę 3, bo jednak czerń ze spodu przebija.
3. Serwetka
Wybrane elementy z grubsza i oddzielamy tylko wierzchnią warstwę.
Ja wydzieram serwetki na wodę, jest to metoda czaso- i pracochłonna jednak wg mnie bardzo warta zachodu. Do tego celu używam malutkiego syntetycznego pędzelka, który dostałam gratis przy jakichś zakupach w plastyku.
Pędzelek moczymy w wodzie i malujemy obrys motywu po czym delikatnie obrywamy, im lepiej tło pracy dopasowane jest do tła serwetki tym mnie dokładnie możemy to robić, bo zwyczajnie nie będzie widać ;)
Po wydarciu otrzymuje coś takiego jak powyżej.
4. Klejenie
Do klejenia potrzebny jest porządny syntetyczny pędzel, ja mam 16 i to jest minimum, większy byłby jeszcze lepszy. Niestety im większy pędzel tym droższy, powyżej 20 widywałam w plastyku w cenach w okolicy 20-25 zł. Jak macie namiary na porządne i tanie pędzle to dajcie znać!
Ja kleje na Modge Podge, został mi on polecony dla początkujących. Ma fajną konsystencję, jeszcze mi się nie zdarzyło żeby rozmymłał mi serwetkę, schnie dość szybko. Za opakowanie 250 ml dałam 22 zł.
Kleimy dociskając mocno pędzel zawsze od środka do zewnątrz. Trzeba to robić dość szybko. Ja za pierwszym razem robiłam to na bezdechu, tak się wczułam :D Jak widać na zdjęciach grunt po tapowaniu zostawia wyraźną strukturę. Ja uznałam to za zaletę i nic z tym nie robiłam, efekt zmniejsza się po lakierowaniu.
Żeby lakierowanie szło szybciej można użyć większego pędzla, ten co ja mam jest o tyle nie fajny, że włosie jest dość długie i chyba jest trochę za miękki - do klejenia na pewno się nie nada. Lakierujemy raz, dwa razy, albo i więcej - jak uważacie. Im więcej lakierowania tym gładsza będzie praca i znikną chropowatości gruntu. Ja używam Vidaronu ze sklepu budowlanego, na pierwszym zdjęciu widać go w słoiku po kiełbasie ;)
Do wykończenia dzieła użyłam najzwyklejszy sznurek jaki znalazłam w domu, wiąże nim też serwetki na przetworach czy nogi przy pieczeniu kurczaka ;)
A tak prezentuje się gotowe dzieło, razem z nim buteleczka po syropie klonowym do kompletu :)
czwartek, 13 czerwca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















